Howdy, Stranger!

It looks like you're new here. If you want to get involved, click one of these buttons!

Sign In with Google Sign In with OpenID Sign In with Twitter

In this Discussion

Upadek elit?

Witam, Mam nadzieję, że starzy dyskutanci jeszcze co jakiś czas zaglądają. Może ktoś nowy się przyłączy? Normalnie dałbym link do strony, ale "Rz" ma to do siebie, że po tygodniu wysyła artykuł do płatnego archiwum, więc cytuję za "Rzeczpospolitą" z dnia 12 grudnia 2003, co o tym myślicie: -- Są czasy, gdy populizm wyrasta z agresji tłumu, są takie, gdy jest formą obrony przed agresją elit. Żyjemy dziś w tej drugiej epoce "Dobry smak czy kastowy interes" Krytyka nowego dziennika "Fakt", która przetoczyła się przez polską prasę, wynika z niezrozumienia, czym są popularne gazety. Przy tej okazji chciałbym zastanowić się nad losem pism poważnych i problemami kultury wysokiej. Punktem odniesienia jest krytyka, jaką na łamach "Polityki" wobec masowych mediów przeprowadził Wiesław Władyka. Powiela ona wszystkie obiegowe zarzuty - populizm, agresywność, obrona złego smaku itd. Przekonująco brzmiały wiek temu, gdy rodziła się dzisiejsza forma kultury masowej. Ostrość, z jaką przejawiał się gust tłumu, można było traktować jako inwazję barbarzyństwa, która zniszczy cywilizowany świat. Gdy jednak pierwsze emocje opadły, łzawe filmy, brukowe tytuły, głupawe gwiazdy ułożyły się w krajobraz cywilizacyjny dobrze znany z historii, ilustrujący banalną prawdę, że edukacja i dobry smak nie są w społeczeństwie równo rozdzielone. Upadek elit Problem pojawił się natomiast z przeciwnej strony - okazał się nim upadek elit. W cieniu buntu mas dokonał się bunt elit, które w XX wieku utraciły zainteresowanie literaturą, muzyką, filozofią, religią, plastyką, a swoje potrzeby zaczęły zaspokajać na poziomie niewiele wyższym od masowego poziomu. Niełatwo było to dostrzec, bo natrętnie powtarzana krytyka masowego gustu zdawała się dowodzić żywotności elitarnych potrzeb, a zagrożenia upatrywać jedynie w masach. Jednak co wnikliwsi intelektualiści dostrzegli, że różnica smaku między masami a elitami coraz częściej realizuje się jedynie w sferze wskaźników statusu - takich jak moda czy wystrój domu. Podobny problem przeżywamy dziś w Polsce i podobnie jak na Zachodzie ginie on w cieniu lamentów na temat gustu mas. Tymczasem rzeczywisty nurt procesu upadku kultury jest - jak zwykle - skutkiem obojętności elit. Spójrzmy, jakie są w Polsce nakłady tomików wierszy, ile osób kupuje współczesne powieści, ile czyta "Znak" czy "Przegląd Polityczny", ile kupuje płyty z muzyką klasyczną. Kto dziś spiera się o jakiś esej, o wystawę, o przedstawienie? Kultura wysoka w Polsce ledwie dyszy - z winy elit. To ich poziom, ich gusty i potrzeby ulegają drastycznemu obniżeniu. Jeśli III Symfonię Góreckiego Polacy poznają po 20 latach, dopiero gdy trafiła na brytyjską listę przebojów, to trudno o lepszy dowód na to, kto w Polsce jest bardziej chory - masy czy elity. Mówiąc dosadnie - jeśli istnieje rażąca różnica w odbiorze kultury w porównaniu z mieszkańcami Anglii czy Niemiec, to dotyczy ona elit, a nie zwykłych ludzi. Elitarne jak masowe Dlatego obrońcy dobrego smaku - tacy jak Władyka - powinni iść w swej krytyce dalej. Oczami krytyków masowego gustu - Nietzschego, Adorna czy Gasseta, których argumenty tak chętnie powtarzają (zresztą, znając je zwykle z drugiej ręki) - powinni spojrzeć na samych siebie. Zastosować te argumenty do smaku i zachowań elit. Na przykład zastanowić się, co by powiedział Adorno - subtelny wielbiciel Schoenberga, który już kino uważał za skrajną degrengoladę - gdyby zobaczył, że w elitarnym tygodniku "Polityka" głównym "muzykologiem" jest Mirosław Pęczak? Jak oceniłby Nietzsche głębię i intelektualny rozmach "esejów" z "Polityki" czy "Wprost"? Zarzuciwszy - choćby na chwilę - troskę o wpływ "Big Brothera", "Idola" i "Faktu" na masową publiczność polskie elity dostrzegłyby, że liczba poważnych analiz i komentarzy w numerze "Polityki", "Wprost" czy "Newsweeka" jest taka sama jak w tygodniowej zszywce popularnego "Faktu". Zobaczyłyby, że udział tematów politycznych na łamach "poważnych" pism nie przekracza 20 procent objętości. Że tematy kulturalne sprowadzono do recenzji filmów i literatury z nurtu "pop". Nie chodzi o przerzucanie piłeczki z jednego do drugiego ogródka. Po prostu po latach lamentu nad strawą mas czas się pochylić nad daniami dla elit. I poszukać, czy elity toczą wielkie debaty, czy wielkie nazwiska piszą ważne eseje, analizy. Gdzie są spory o strategię rządu, dyskusje o polityce zagranicznej czy edukacji? Gdzie nowości ze świata kultury wysokiej, gdzie nowe wiersze, gdzie teatr i wystawy? Wierzę, że Władyka pochyla się nad "Faktem" ze szczerą troską. Ale coś jest z nim nie tak, gdy nie dostrzega, że w tym samym numerze, w którym krytykuje "Fakt", są tylko dwa większe teksty o polityce. I giną one w morzu materiałów o tym, jak tanio ogrzać mieszkanie, i o rockmanach, którzy noszą sztuczne włosy "na klacie". Niewinni polscy wydawcy W serii tekstów o bulwarówkach Władyka wyróżnia się ostrzejszą krytyką wydawcy "Faktu". Linia jest dobrze znana i sprowadza się do zarzutu, że wydawcy prasy popularnej szczególnie brutalnie gonią za zyskiem. Z dodatkową sugestią, że koncern niepolski w tej brutalności posunie się jeszcze dalej. Otóż to jest kolejny mit. Wiara w moralną wyższość wydawnictw polskich, zwłaszcza tych wydających prasę poważną, nie znajduje uzasadnienia. Odwrotnie - polskie wydawnictwa wydają się bardziej drapieżne. Doświadczyła tego na przykład "Res Publica Nowa". Elitarne pismo Marcina Króla przez dwadzieścia lat trwało, przetrzymując i cenzurę, i rynek. Potknęło się, gdy właścicielem tytułu została... "Polityka". Ta zażądała zysku, a gdy go nie było, miesięcznik został ostatnio kwartalnikiem. Podobny los spotkał "Forum", kolejne pismo kupione przez Spółdzielnię Polityka. Dawniej elitarne, pełne dużych analiz polityki zagranicznej i prezentacji zachodnich twórców kultury wysokiej, poddane zostało ostrej presji wzrostu sprzedały. Większe i poważniejsze teksty wypadły, zastąpiła je kolorowa sieczka. Tak wygląda mecenat polskich wydawców sprawowany nad kulturą wysoką. Troska o poziom wysoko nakładowych tygodników opinii wygląda podobnie. Przecież decyzję o ich spłyceniu polscy wydawcy podjęli na długo przed pojawieniem się zagranicznej konkurencji. To oni uznali, że skoro inteligentów jest mniej niż półinteligentów, trzeba postawić na tych drugich. Nie reagowali w ten sposób na spustoszenia poczynione przez kulturę masową - popularyzacja pism poważnych dokonała się na długo przed pojawieniem się "Faktu", "Baru" czy "Idola". Dokonała się nie w imię przetrwania na rynku, lecz w celu zwiększenia zysków. Nagłe przebudzenie dobrego smaku Krytyka "Faktu" ujawniła jeszcze jedną ciekawą cechę. Wiarę, że w świecie poważnego dziennikarstwa obowiązywały dotychczas wysokie normy. Również na to poczucie niewinności nie sposób się zgodzić. Gdyby tak było, istnienie tygodnika "Nie" - a to już 13 lat - nie byłoby traktowane z takim spokojem. Przypomnę, że gdy się pojawił, poza grupką prawicowych tytułów nikt nie pisał o masowym guście i schlebianiu czytelnikom. Elity - w tym m.in. dziennikarze "Polityki" czy "Gazety Wyborczej" - czytały "Nie" z czerwonymi uszami i mało ich obchodziło, jak język pisma odbije się na gustach jego czytelników. Liczyło się jedno - że obrywa Kościół. Podobnie było, gdy na polski rynek weszły pisma pornograficzne - przywitano je niemal z owacją, jako front walki z parafiańszczyzną. Bez moralnych rozterek polscy dziennikarze akceptowali też komentarze Marka Barańskiego w "Trybunie", okładki "Wprost", krew na łamach "Przekroju". Nikt nie rozdzierał szat, widząc w kiosku "Fakty i Mity". Czy z tego wynika, że teraz "Fakt" ma prawo spokojnie sobie grzeszyć? Nie. Ale nowo narodzonym moralistom warto przypomnieć, że owe "straszne rzeczy", o których piszą, już się dokonały i częstokroć stało się to za sprawą ich bierności. Że kompromitujące dla naszych elit jest to, że nie są w stanie ich dostrzec samodzielnie, że reagują dopiero wtedy, gdy zobaczą etykietę - np. bulwarówka. Populiści czy obrońcy ludu? Trafnie zauważa Władyka, że "Fakt" nie ma sympatii politycznych. Trafnie też konkluduje, że oznacza to pakt z czytelnikiem. Gdy jednak przychodzi do oceny tej postawy, znowu diagnozy dyktują Władyce typowe dla polskich elit stereotypy. Otóż, wieszczy on groźny pakt z tłumem i agresywną eksploatację populistycznego podziału na my i oni, na dobre społeczeństwo i złych polityków. Gdzie tu leży błąd? W równie szczerym co bezsensownym przekonaniu, że głównym zagrożeniem jest w Polsce populizm. Tymczasem chwila zastanowienia wystarczy, by dostrzec, że "Fakt" jest pierwszą dużą gazetą, dla której zwykły człowiek jest obiektem programowej sympatii. Pozostałe nie tylko przemawiają językiem elit, one zazwyczaj przemawiają ich interesem. Jeśli coś jest w Polsce groźne, to właśnie ten pakt mediów z elitami, a nie szansa na jego złamanie. Zanim Władyka zacznie powtarzać nadwiślańskie komunały, niech pomyśli, czy są gdzieś na Zachodzie elity, które by tak silnie - jak polskie - manifestowały dystanse społeczne i które by tak mocno angażowały się w budowanie muru między elitą a resztą. Które by stale pouczały ludzi, które by natrętnie dowodziły, że społeczeństwo niczego nie potrafi zrozumieć? Krytyka populizmu czy wyniosłość elit Polskie elity uważają, że robią to, co do nich należy. Nic podobnego - bezmyślnie kopiują obyczaje rosyjskiej inteligencji, mało mające wspólnego z demokratyczną normą. Zachodnie elity nie mają tego poczucia wyższości, wiedzą, że demokracja odebrała im monopol na definiowanie dobra społecznego. Pamiętają, że w demokracji satysfakcja zwykłych ludzi - owej obdarowanej przez demokrację "większości" - jest głównym kryterium oceny władzy. Dlatego w dyskusjach publicznych - także w postawach mediów - społeczny ból nie jest czymś mniej konkretnym od konieczności gospodarczych. A gazety prezentujące wrażliwość zwykłych ludzi ich własnym językiem traktowane są jako cywilizacyjna norma. Nie chodzi o to, by zwykłych ludzi polubić. Nie chodzi o demokratyczny liryzm, ową cieplutką ideologię równości i braterstwa. Po prostu tzw. krytyka populizmu przekroczyła w Polsce sensowne granice i zamieniła się w obronę kasty. Tym samym wtórnie wzmacnia to, z czym pozornie walczy. To przecież za sprawą bezmyślnie wyniosłej postawy elit - której symbolem pozostaje linia "Gazety Wyborczej" i "Polityki" - społeczeństwo zostało skazane na takich rzeczników swych krzywd, jak Tymiński, Lepper i Ikonowicz. Są bowiem czasy, gdy populizm wyrasta z agresji tłumu, są takie, gdy jest jedynie formą obrony przed agresją elit. Żyjemy dziś w tej drugiej epoce. Co do "Faktu" zaś... To zwykła gazeta zwykłych ludzi, która próbuje zaspokoić ich potrzeby w zrozumiały dla nich sposób. Kto się przed nią wzdraga, nie musi jej czytać. Ale jeśli już spróbuje, i w dodatku chce się publicznie podzielić wrażeniami, niech stosuje do "Faktu" te same normy co do samego siebie. Robert Krasowski Autor jest zastępcą redaktora naczelnego dziennika "Fakt"

Comments

  • edited maj 2010
    Nie jestem pewien czy Marcin Król jest odpowiednim przykładem... Populizm - głupota występuje, bo równie głupi naród popiera go. Te 15 procent Leppera to nic innego niż 15 procent wieśniaków, ćwoków, prymitywnych roboli, meneli, żuli, alkoholików, przestępców. 10 procent dla LPR to zgraja dewotów, hipokrytów, starych dziadów którzy na gówno żarcie wołają ale reprezentują katolicki naród. Przy okazji - papież żyd, Glemp żyd, Sławoj-Głódź murzyn. Wcześniej 40 dziś 15 SLD - nieuki gospodarcze, przeciwnicy wolnego rynku lub marksiści (czytelnicy "Nie"), oszuści (szczególnie banda biznesmenów jaka się wokół LSD kręci). Osoby które nie pamiętają czemu obalaliśmy (ja nie, moi starzy tak) komunę. Za chwilę powiedzą - tak, ale to już inna partia. To ten sam Miller, ten sam Kwach, ten sam Wiatr, ten sam Urban (no, ten jeden chociaż się z tym nie kryje). A czy oblicze partii się zmieniło? Przypominam, że na zjeździe największe brawa dostał Jaruzelski. W poprzednich wyborach - 40 procent dla SLD, 8 procent dla LPR, 10 dla Leppera. 58 procent + 60 które nie poszło (czyli 58 procent z 40). Poza tym wieśniaki z PSL a PiS i PO na pewno też popierają łajzy choć nie w pełnym zakresie. Elity, tak naprawdę to ze trzy procent społeczeństwa, z czego dwa to niebezpieczni fanatycy którzy noszą koszulki z naszywką tabletki wczesnoporonnej RH+ czy dopatrują się filozoficznego przyzwolenia na zalegalizowanie pedalstwa (ciekawe jak im pedał dziecko HIVem zarazi). Co dalej? Pedofile? A swoją drogą z ciekawości oglądałem końcówkę baru i całego idola. Ciekawe zjawisko socjologiczne, ale siedzą tam sami hipokryci. Zresztą eufemizmem byłoby twierdzić, że hipokryzja to coś skandalicznego etc. tylko jeśli już bym polazł do takiego programu jak bar (tam by mnie wzięli, w końcu naprawdę jestem zdrowo pojebany) czy idol (wywaliliby mnie na wstępie, ale popyskowałbym z jurorami) to dla kasy. Oni oczywiście by coś sobie udowodnić. A po co sobie coś udowadniać? Swoją drogą Polsat to sknery. Pensja na całe życie 1200 miesięcznie??
  • edited styczeń 2004
    No proszę, kto powrócił, wiedziałem, że tylko Ty odpowiesz na tego posta ;-). No właśnie, Król to mnie rozbawił tym testem. Co ciekawe objechał Politykę i Wprost, a nie tknął Newsweeka, którego wydawcą jest wydawca "Faktu" i kto tutaj coś mówi o hipokryzji ;-) Co do zwolenników LSD to trochę przesadzasz. Niewątpliwie beznadziejna partia, ale jest parę osób, które coś sobą reprezentują. Hausner przynajmniej próbuje zastosować jakiś dialog społeczny. Poza tym pojechałeś po partiach, ale innych nie ma, a ja jakoś poczuwam się do obowiązku głosowania i na kogoś będę musiał zagłosować, ale to nie znaczy, że jestem debilem, tylko wśród debili wybieram, tych mniejszych ;-). Wiem, że to paranoja, ale taka jest polityczna rzeczywistość, o której sam chyba wiesz. A Ty się jak zwykle przyczepiasz do homoseksualistów. Wiesz, że jest taka Fundacja na Rzecz Zwalczania Homofobii? Kiedyś Cię dopadną ;-). A co do Idola to Maleńczuka szanuję za to, że powiedział wprost, że poszedł tam na jurora dla kasy. Natomiast na finale World Idol Wojewódzki trochę spaprał sprawę (pewnie jak zykle dla swojego image), ale dwa razy się podpisałem pod jego werdyktem obbiema rękami i nogami (przy rzępolącym Brytolu i fantastycznym Norwegu). A co do pensji, przecież wziął te 300 000 od razy, czy nie? ;-) Pozdry!
  • edited styczeń 2004
    Ale Wojewódzki jest OK, jest naprawdę cholernie błyskotliwy a poza tym miał rację - Young śpiewał jak eunuch, arabka... może to i nawet jak na tamte rejony jest fajne skoro symbolem jej regionu jest wybuchający autobus ale u nas to trochę brzmi jak wrzaski ruskich na stadionie dziesięciolecia... Tylko, że ten nasz karzeł to też był obciach sam w sobie, szczególnie wygląd był - naprawdę nie śmieję się z chorób, ale to było moje skojerzanie - taki jak ludzi chorych na taką chorobę co w wieku 15 lat wyglądają na 70. A poza tym jestem zadowolony, bo Wojewódzki wyróżnił się bardziej niż Cowell. Maleńczuk jest OK, lewak ale ujdzie - nie kryjmy się każdy tam idzie dla kasy i to jest normalne, przecież trzeba być idiotą by twierdzić inaczej. Jak w Polsce będzie ta fundacja i prawo chroniące cioty to będę miał więcej procesów niż Urban i syn Wałęsy razem wzięci. LSD - wiesz w LPR i Samoobronie też na pewno są ludzie poważni (hmmm... nie, Mojzesowicza już wylali) a na lewicy jest taki sam deficyt jak u nich. Co do Hausnera - mnie nie interesuje dialog społeczny bo z tego nic nie wynika. Interesują mnie cięcia - konieczne - i on to robi. Ale poza Hausnerem? Króla widziałem jak z Bratkowskim co do Nicei kłócili się w TVN24. Od tego czasu nieustannie mnie bawi. A poza tym jak zachęcał do obywatelskiego nieposłuszeństwa w Rzepie to naprawdę dowód, że nie każdy po studiach spełnia normy inteligencji. Podstawowe, nie wymagajmy za wiele
  • edited styczeń 2004
    apIs sld po i inni karierowicze to idioci którzy dają swoim złodziejstwem dewoctwem i pychą pretekst o powstania takich partii a ty nie jesteś przykładem że idotą można być nie koniecznie należąc do lpr czy so
  • edited styczeń 2004
    Nawet nie ma ciebie jak zatytułować, no cóż jakby na mnie Wacuś wołali to też wstydziłbym się podpisać to akurat oznaka normalności apIs sld - to pewnie jakiś pedalski slang, b jedyne co tu rozumiem to SLD so to pewnie samoobrona, więc wniosek z tego prosty, że mamy do czynienia z fanem SLD, może sam chłopak Roberta Biedronia tutaj zajrzał. pretekst nie o tylko do - język polski, 1 klasa szkoły podstawowej idiota nie idota W drugim zdaniu można załapać o co chodzi w pierwszym nie I kto tu jest idiotą?
  • edited styczeń 2004
    ehh kogo ja widze..:) o polityce to wam wiele nie powiem z reszta nie znam sie, wiec nie mam ochoty nikogo potepiac ani oskarzac ale z tego co wiem to lepper jest poprostu delikatnie mowiac nienormalny....ale coż nie wszyscy musza byc...zdazajna sie wyjatki natomiast jezeli chodzi o wystep wojewudzkiego to moim zdaniem on troche przesadzil co jak co ale w sumnie za to dostaje kase... chciał sie pokazac zwrócić na siebie uwage a to mu sie niewatpliwie udało....mo a janosz przy innych wypadła beznadziejnie widac róznice w głosie we wszystkim juz flinta była lepsza ale cóz...wojewódzki ja wybram wiec sie za nia wstydziła:p dużaki dla znajomych!!!
  • edited maj 2010
    Jan Paweł II - JP2 - Karol Wojtyła, TW Kremówka, TW Hejnał, TW papież, ŻYD, kolaborant, wróg #1 Polskości, Narodu Polskiego i Wolnego i Niepodleglego Państwa Polskiego, polonofob, kajająca się przed żydkami marionetka, komuch, fanatycznie i zajadle nienawidził Polski, katolicyzmu, polskości, patriotyzmu i Polaków, świnia Orwellowska, arcybydle uporczywie znieważające Polskę i Polaków, profan, infamisa, odbyt polonofobów, żydokomuny i wszelakiej lewicy, Gebels Jezusa Chrystusa i stanu wojennego, agent KGB, szpicel, płatny pachołek Watykanu. Źródło: polonica.net
This discussion has been closed.